Sabina Sojka

Hej nazywam sie Sabina na codzień żyje i trenuje w deszczowym Lake District a ogólną przygodę z aktywnością fizyczną zaczełam w 2012 roku kiedy to przeprowadziłam się do Anglii i chciałam po prostu coś ze sobą zrobić. Nie było to łatwe bo wcześniej zaczynałam dzień od papierosa i czarnej parzonej kawy, którą najcześciej zagryzałam resztką pizzy z poprzedniego wieczora. Niemniej po paru próbach i upadkach zaczełam biegać. Na poczatku po płaskim, najcześciej londyńskimi kanałami w ramach zrzucenia dodatkowych kilogramów. Ogólnie rzecz biorąc początkowo do biegania podchodziłam bardzo metodycznie tak jak i do ćwiczeń. Wszystko się zmieniło kiedy pojechałam z moim partnerem Kuba zrobić pielgrzymkę Santiago de Compostela w 2013roku, która miała około 342km i zaczynała sie od hiszpańskiego miasteczka Oviedo a kończyła w swiętym mieście Santiago de Compostela. Wtedy zasadziło się w me mnie ziarno i miłość do długich dystansów jak i również przełamywania swoich barier. Poczucia wolności i pokonowyniania kolejnych kilometrów krok za krokiem. Ujeła mnie w tym również prostota i lekkość bytu, gdzie jedynym zadaniem było wstać rano, zjeść śniadanie i przejść około 30 km bajkowymi szlakami. Wtedy wiedziałam, że będę chciała spróbować podobnych wyzwań i podejść do tego tematu bardziej poważnie. I tak oto bycie aktywnym, bieganie, ćwiczenia, w miarę świadome i zdrowe odżywianie (nie licząc ciastków) stało sie moim stylem życia od kilku lat. Na obecną chwile jestem wykwalifikowanym trenerem personalnym i fascynuje mnie absolutnie wszystko co związane z zdrowym odżywianiem jak i moc aktywności fizycznej i jak ona wpływa na samopoczucie człowieka. Nie ukrywam, że w samym bieganiu nie kręcą mnie tylko wyścigi czy poprawianie czasów ale również wszystko co się z tym wiaże tak zwany biegowy świat. Odkrywanie nowych miejsc, poznawianie nowych ludzi, rozmów z kumpela o nowościach kosmetycznych podchodząc pod jedna z najwyższych gór w Anglii – Helvelyn sprawia, że jestem happy Sojczanem. Aktywność pozwoliła mi rownież uwierzyć w siebie i pomóc w walce z wieloma demonami i odkrycia w sobie kung fu pandy, która kryła się we mnie przez wiele lat… Na swoim koncie mam pare wyścigów górskich takich jak Haria w Lanzarote 45km z ok 2000metrów przewyższeń, szkocki the Highland Fling 83km z ponad 2000metrów przewyższen. Ukonczylam go prawie ostatnia but who cares! 🙂 Niezliczoną ilość spacerów po górach z moją dobrą przyjaciółka Lesley, która nie wychodzi z domu robić mniej niż 40km. Udało mi się również przebiec połowe czerwonego szlaku beskidzkiego w zeszłym roku (jeszcze kiedyś tam wróce!). Niemniej ostatnimi czasy bardziej wkręciłam się w typowy fell running czyli krótkie ale mocne biegi z stromymi podejściami i zbiegami. Chciałabym również dodać, że niezmiernie się cieszę z bycia częścią firmy Mountain Fuel Polska i jestem pewna, że z chlopakami z MF czeka nas jeszcze wiele przygód. Także to by było na tyle o mnie, pozdrawiam wszystkich serdecznie! Nie pozostaje mi nic innego jak toczyć sie dalej!